sobota, 29 czerwca 2013

Anioł

Tytuł : "Anioł"
Bohaterowie : Exo - HunHan (Sehun/Luhan) ; Lay, poboczne ;
Gatunek : fluff
Długość : 3145 słów
Ostrzeżenia : jak dla mnie cukierkowo o_o
A/N : No ja Was straaasznie przepraszam, że tak rzadko dodaję! No postanawiam poprawę! :D Przynajmniej się postaram... No mam nadzieję, że spodoba Wam się ff :D Enjoy!
PS. Można powiedzieć, że ff wymyślone razem z 'japonia8991' :D
 
Pewnego razu, tam, gdzieś daleko urodził się, a raczej został stworzony anioł. Niczym niewyróżniający się blond włosy, z bladą skórą, o niebieskich oczach, anioł. A jednak miał w sobie coś takiego, co wyróżniało go pośród pozostałych. Może imię? Luhan – czy było w nim coś nietypowego? Chyba nie… Mimo tego za czasów dzieciństwa, każdy go uwielbiał. Spokojnie dorastał przy boku Boga. Poszedł do Anielskiej Szkoły i uczył się śpiewać i grać na harfie. Cóż było w nim innego? Zawsze grał pięknie. Jego zwinne, długie palce delikatnie muskały struny harf, a jego głos był delikatny, czysty… po prostu piękny.
~

Pewnego dnia urodził się chłopiec. Zwykły chłopiec z ciemnymi włosami i oczami. Był słodki. Duże oczyska i malujący się na twarzy grymas szczęścia. Sehun… Piękne, nietypowe imię, a jednak ciało proste…
***

- Lu, proszę Cię, zagraj dla mnie jeszcze raz.

- Dobrze! – Mały chłopiec przytaknął trzęsąc główką, siedząc na dużym, białym fotelu, naprzeciwko starszego mężczyzny. Ile miał lat? Chyba z 5… Tak, pół roku nauki gry... Pół roku po urodzinach.

Spuścił główkę spoglądając na małą, drewnianą lutnię i zaczął grać. Dźwięki, jakie wydobywały się, były piękne. Podobne do śpiewu ptaka, lecz skąd on mógł to wiedzieć. Nigdy go nie słyszał. Zawsze chciał zobaczyć Ziemię, ale Bóg mówił, że jest za mały. Że mógłby spaść. Że to jeszcze nie ten czas.

Wszystkie odczucia przelewał na grę. Otworzył lekko usta i zaczął śpiewać. Za każdym razem pieśń była inna. W zależności od nastroju. Ale zawsze tak samo wspaniała. Zatrzymywała oddechy, serca przestawały bić, a oczy zatrzymywały się tylko na nim. Trwało to może chwilę, ale był z tego dumny.

Po chwili przestał grać. Podniósł główkę i uśmiechnął się szeroko.

- I jak? Coraz lepiej, prawda! – powiedział podskakując na miejscu.

- Było ślicznie. Ale pamiętaj Luhan, musisz dalej się uczyć, aby być jeszcze lepszym. – Bóg uśmiechnął się i poczochrał włosy chłopca.

- Dobrze! Nie zapomnę – Pokiwał głową, wstał, ustawił lutnię na białym fotelu i otrzepał spodenki.

- To teraz idź się pobaw. Jutro znów poćwiczysz. – Uśmiechnął się i za chwilę zobaczył biegnącego chłopca w stronę masywnych drzwi. Pociągnął je i wybiegł.

- Yixing,   Yixing! - zawołał widząc chłopca siedzącego na szarym murku. - Tu jesteś! - Przysiadł się do niego.

- Cześć – powiedział młodszy przysuwając do Luhana paczkę śmietankowych Pocky.

- Jak Ci idzie gra? – spytał machając nóżkami i biorąc kilka w swoją małą dłoń. – Mi coraz lepiej!

- Świetnie! Pani dziś powiedziała, że jak tak dalej pójdzie, to będę mógł występować. – zaśmiał się. Jego głos był przyjemny dla ucha. Nawet bardzo. Nie dało się go nie lubić.

- Będziemy występować razem! – Spojrzał przed siebie – Już słyszę jak tworzymy jedną grupę – Zmrużył oczka – będzie genialnie.

- Patrzcie, kto tu siedzi! Spadać mi stąd! – Nagle usłyszeli czyjś barytowy krzyk – To nasz murek! – Odwrócili się. Za nimi stało 4 chłopaków. Może mieli po 16-lat, może więcej.

- Nie jest podpisany – odpowiedział spokojnie Luhan. Czemu by miał się ich bać ? Są w niebie. Są aniołami. Bóg by ich ukarał. Staliby się diabłami. Nikt by tego nie chciał. Nikt…

- Coś ty…! – Blondyn zobaczył jak mina starszego diametralnie się zmienia i poczuł parę silnych rąk na swoich ramionach, a po chwili zimną, białą ziemię.

- Ale my tu siedzimy! – Yixing był przerażony, jednak odważył się odkrzyknąć. Zaraz tego pożałował, gdyż po chwili leżał obok swojego przyjaciela. Grupka za nimi zaczęła się śmiać i usiadła na murze.

- Chodź Lay. Znajdziemy inne miejsce.

- Tak! Idźcie kurczaki! - Usłyszeli z oddali. - Małolaty.

Jak miał na imię ? Takich osób imion się nie zna. Zapamiętuję się szczegóły. Jego brązowe włosy - to było to, co go wyróżniało. Ciemne, prawie czarne włosy. Jedyne w całym Niebie.

- Oni nam zazdroszczą, prawda ? - spytał mniejszy trzymając się kurczowo ramienia starszego.

- Tak, chyba tak... - odpowiedział Luhan, po czym odwrócił się, by zobaczyć, jak grupka nieznajomych patrzy się na nich z obrzydzeniem i wyciągniętymi środkowymi palcami. A czy to coś znaczyło ?

Rozpłakał się.
~***~

Szybko minęły mu te lata. Jakimś trafem "spokojnie" dorastał, jak każdy aniołek. Luhan codziennie przychodził grać dla Boga, przynajmniej dopóki nie skończył 10-lat. Wtedy zaczął występować w duecie z Yixing'iem i nie mógł już tak często przychodzić. Tworzona przez nich muzyka była piękna. Może dużo osób im groziło, dużo było "przypadkowych" wypadków, ale były też takie osoby, które bardzo ich chwalili. Naprawdę.

Chłopcy bali się. A zwłaszcza Lay. Jego gra zmieniła się. Na gorsze. Luhan również się bał. Bał się o przyjaciela. O jego życie. Istnienie.

- Albo przestaniesz grać na tej harfie, albo już nigdy więcej nie zobaczysz swoich dłoni! - Chłopak z tej samej grupy co Lu, patrzył się na niego i trzymał w rękach nożyce.

- Nie przestanę grać! - Blondyn oddalał się. Był przerażony. Gdy poczuł coś za sobą, podskoczył ze strachu. Odwrócił się. Biała ściana. Gdzie on był ? W sali, pokoju, korytarzu ? Wszystko tutaj wydaje się być takie samo. Postać zbliżała się do niego jeszcze bardziej. Luhan skulił się lekko i zaczął łkać. Ma zacząć modlić się do Boga ? Nie... Jest w Niebie, nie na Ziemi! Modlitwa nic nie zdziała.

Usłyszał nad sobą śmiech. Oprzytomniał. Spojrzał do góry. Nieznajomy patrzył na niego z chytrym uśmiechem.

- Już nie uciekniesz. - powiedział powoli. Młodszy otworzył szerzej oczy i pchając mocno bruneta, pobiegł w stronę masywnych drzwi.

A może jednak wyróżniał się. Może ten blond go wyróżniał, stawał się dzięki niemu wyjątkowy. Dużo osób, mimo tak młodego wieku, miało jasno brązowe włosy, jak nie przyozdabiały je czarne barwy.

Grzechy. Są to czyny, których Luhan chciał uniknąć. Nie chciał być kojarzony nawet z jednym z nich. Musiał być "czysty".

Usłyszawszy głośny krzyk, odwrócił głowę. Zobaczył tego samego chłopaka. Biegł za nim. Szybko otworzył drzwi, wsunął się pomiędzy i trzaskając nimi zaczął mocno oddychać.

- Lu, co robisz ? - Chłopiec odwrócił się i speszony spoglądał na Boga. Zapomniał. Przybiegł tutaj. Czemu ? Bo czuł się bezpiecznie. Bezpiecznie jak nigdzie indziej. Bo to jego miejsce. Jego i Boga.

- Ja... chciałem pooglądać... Ziemię.. - Spuścił głowę - m..mogę ? - zająknął się.

- Oczywiście. - Usłyszał spokojny głos i szybko podniósł wzrok. Czy on właśnie dostał pozwolenie ?

- Ja... Naprawdę ?! - krzyknął z szerokim uśmiechem. Gdy zobaczył potwierdzające kiwnięcie głową, podbiegł do małych, białych drzwiczek, znajdujących się na jednej z chmur. Pociągnął je delikatnie, a jego oczom ukazało się wielkie miasto. Przyglądał się wieżowcom, drapaczom chmur, które prawie mógł dotknąć. Chciał widzieć szczegóły. Chciał zobaczyć ludzi.

- Mogę... ? - spytał pokazując w dół. W odpowiedzi otrzymał skinięcie głową, na co nieśmiało się uśmiechnął. Włożył rączki przez drzwiczki. Po chwili wypadł przez nie. Leciał przez chwilę, dopóki nie zatrzymał się przy samej ziemi. Czuł jak jego oddech odbija się od twardego chodnika. Z trudem się podniósł i zobaczył małego chłopca, który biegł w stronę swojej mamy.

- Sehun, gdzieś ty był ?! Miałeś się nie ruszać z miejsca! - Usłyszał głos kobiety.

'Więc ma na imię Sehun...'Rozejrzał się dookoła 'Mam nadzieję, że nikt mnie nie widzi' - pomyślał i po chwili podszedł bliżej do bruneta.

- Jus mamo! Pseplasam! - powiedział słodko, a Luhanowi na twarzy pojawił się mały, uroczy uśmiech.

- Słodki jest. – Chciał go dotknąć, pogłaskać, lecz między nim, a chłopcem powstawała bariera.- Szkoda – mruknął i patrzył jak mały wsiada do samochodu i odjeżdża. Smutnym wzrokiem wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą stał Sehun. Już go tam nie było, jednak wciąż był w głowie Luhana. Miał nawet nadzieję, że jeszcze kiedyś go spotka. Zamknął oczy, a gdy je ponownie otworzył, znów siedział na śnieżnych chmurkach obok Boga. Zamknął drzwiczki i spojrzał na starszego mężczyznę.

- Czy tutaj wszystko musi być białe ? – spytał siadając po turecku.

- Jak zapewne zauważyłeś, nie.

- A jakbym chciał wyglądać inaczej, mógłbym ? – spytał przekręcając główkę w bok.

- Może Luhan, może. – Zamrugał mu parę razy. – Ale może nie teraz. – Wyciągnął swoją potężną rękę w stronę chłopca. – Grałeś już dziś ? – spytał, a w odpowiedzi zobaczył kręcenie głową. Blondyn podał swoją rączkę, po czym z pomocą starszego siadł na fotelu. W jego głowie nadal miał obraz małego, uroczego chłopca imieniem Sehun.

Może to przeznaczenie…
~***~

Kolejne lata mijały. Chłopcy z grup, tak samo jak osoby których nie znał, zaczepiali go i grozili odcięciem jego skrzydełek. Może Luhan nimi się nigdy nie przejmował, jednak po rozmowie z Bogiem zaczął się martwić. Bez skrzydeł, anioł staje się człowiekiem. Spada na Ziemię. I rzadko udaje się mu przeżyć.

Codziennie uciekał do pokoju Boga, by choć na chwilę móc pooglądać małego chłopca, który zmiękczał jego serce sposobem mówienia. By móc oglądać, jak ten chłopiec dorasta. Jak mężnieje jego drobne ciało. Cieszył się z jego sukcesów i smucił z porażek. Czuł kłucie w klatce piersiowej, gdy ten zaczął chodzić z pewnym chłopakiem. Skakał z radości, gdy dowiedział się, że nie są już razem. Bo czemu miał być załamany z tego powodu ? Czuł coś to niego, lecz sam nawet nie wiedział, że było to uczucie o wiele większe niż uwielbienie.

W końcu obaj dorośli. Sehun już nie był małym, słodkim chłopcem. Teraz był przystojnym, lecz urokliwym mężczyzną. Luhan zaś dalej był słodkim, uroczym chłopakiem. Nawet wyglądał młodziej, niż Sehun. Czemu ? Może przez to, że w wieku 17-lat zażyczył sobie mieć różowe włosy…

Może przez to nieznane uczucie, które wypełniało jego duże serce, jego oczy zmieniły kolor na zielony. Czy komuś to przeszkadzało ? Nie, bo czemu by miało. Bóg nie zwracał na to nawet uwagi. Cieszył się, że chłopak znalazł sobie coś, co sprawia, że jest szczęśliwy. Bo to jest najważniejsze.

Luhan czasem grał u Boga. Dalej ćwiczył grę i śpiew. Nawet do pewnego czasu występował z Layem. Zaczęło mu to przeszkadzać, więc zrezygnował z występów. Lecz to nie był jedyny powód zakończenia ich wspólnych koncertów. Jednak to dalej nie zmienia faktu, że miał on obsesję. Obsesję na punkcie tego chłopaka. Uzależnienie. Od tego nieznajomego. Tego człowieka. Chciał go dotknąć, poczuć. Chciał go dokładnie poznać. Chciał, żeby i on znał jego.

Jednak cóż, tak się stać nie mogło…

- Boże, możesz mi powiedzieć ile on ma lat ? – spytał się nie odrywając wzroku od śmiejącego się szatyna.

- O kogo ci chodzi ? – Wychylił głowę w jego stronę.

- O… S..Sehuna – zajęknął się. To nie będzie dziwne, że zna jego imię ?

- Ach, on! Mogłem się domyślić – Staruszek się zaśmiał – siedemnaście.

‘Ma 17-lat…’ pomyślał i dalej patrząc na jego śliczny uśmiech wysunął dłoń zza drzwiczek. ‘Ja na ludzkie życie mam 21, więc różnica między nami to…’ zapatrzył się w dal i mrużąc oczy, uśmiechnął się.

- Boże, czy będę mieć normalne urodziny, takie jak zawsze ? – spytał z ekscytacją w głosie. Gdy odwrócił głowę i spostrzegł kiwanie głową, uśmiech na jego twarzy się powiększył.

Nie mogąc już wytrzymać tej odległości między nim, a młodszym chłopakiem, wsunął się cały przez małą bramę, którą jak sam zaczął nazywać „Do lepszego świata”. Leciał w dół, dopóki nie mógł usłyszeć jego głosu.

- Tak piękny - powiedział uśmiechając się - Tak blisko - szepnął. Stał obok niego i próbował dotknąć jego brązowych włosów. - Ja muszę. Muszę ich dotknąć. - Starał się przebić przez barierę. W jego oczach pojawiły się łzy. Upadł na podłogę i płacząc przysłuchiwał się głosowi Sehuna. Jak mówił i śmiał się do przyjaciół. Ile by on dał, żeby móc usiąść tam obok nich.

Wyciągnął rękę. Chciał dotknąć jego. Tego jedynego, raz... Na chwilę, sekundę, nic więcej.

Bariera tu powinna być. Nie ma jej.

Zbliżył dłoń jeszcze bardziej.

Udało się.

Jego dłoń. Taka jasna, gładka. Przyjemna w dotyku.

Nagle się oderwał, widząc jak jego obiekt westchnień odwraca się w jego stronę. Miał zdziwiony wyraz twarzy, tak samo jak Lu. Rozejrzał się i po chwili uśmiechając się spojrzał w miejsce, gdzie właśnie klęczał anioł. Widział go ?! Nie.. Nie mógł...

Sehun podniósł się z siedzenia i kucnął naprzeciwko Luhana. Ten zaś, z czerwoną twarzą patrzył się, jak opuszcza głowę i swoją ręką łapie malutkie piórko z podłogi. Przekręcił je w dłoni i znów usiadł.

- Spójrzcie! Piękne, co nie ? - Uśmiechnął się i Lu nic więcej nie zobaczył. Zamknął oczy i z sercem, które o mało by nie wyskoczyło z jego piersi, podniósł się.

- To ja może wrócę już do siebie. - powiedział i po chwili powoli otworzył oczy.

Chciał móc ponownie go dotknąć, ale bał się. Jeżeli tym razem go zauważy ? Jeżeli ponownie spadnie mu pióro ? Nie może stracić wszystkich piór na to, by go dotykać.

-Nie martw się. Jutro znów go zobaczysz. – Usłyszał, po czym odwrócił się w stronę rozmówcy. – Może następnym razem znów go dotkniesz. – Uniósł znacznie brwi, na co Luhan się uśmiechnął.

- Dziękuję. – powiedział i wyszedł. Za drzwiami oglądał swoje palce. Dotknął go. Poczuł jego skórę. Już zdążył się od niej uzależnić.

Jeszcze, jeszcze raz. Ostatni, może więcej…

- Hej, Luhan! – Usłyszał czyjś głos. – Gotowy na zemstę ?

- Na jaką zemstę ? – spytał przerażony.

-Na tę zemstę. – odpowiedział i podbiegł do niego. A cóż mógł zrobić Luhan. Uciekł do swojego pokoju.

Nikt nie dobijał się do jego drzwi. Zaczął gorzko płakać i osunął się po drzwiach. Bał się.

***

- Luhan, chyba wystarczy ci na dziś oglądania tego chłopca, co ? – spytał go Bóg.

- Ale ja chcę jeszcze. Są jego urodziny! – Uśmiechnął się, lecz drzwi się zamknęły.

- Już, koniec. – powiedział i posadził chłopaka na fotelu. – Zagraj mi, a potem pójdziesz do Laya. – Uśmiechnął się czule.

- Yixinga nie ma. Nie wiem gdzie jest. – szepnął spuszczając głowę.

***

- Lu, Lu, Lu, Lu, Lu! Luhan, czekaj! – Usłyszał za sobą. Niepewnie odwrócił się. – Ej, przepraszam za to co ci zrobiłem. Na serio, sorry. Może zostaniemy przyjaciółmi? – Różowo-włosy lustrował go wzrokiem. ‘Mówi prawdę, czy może nie?’

- Do… dobrze. – powiedział, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Starszy wyciągnął rękę, a Luhan ją uchwycił.

- To może gdzieś wyskoczymy ? Na lody, co ? – Zobaczył jak chłopak szczerzy się do niego.

 -Okay. – przytaknął.

Poczuł na swoich plecach rękę, która zaczęła go pchać.

- To chodźmy. – Miał naprawdę ładny uśmiech. Wielu by mu go zazdrościło.

Luhan szedł pewny, że nic mu się nie stanie. Nagle poczuł ręce na swoim lewym barku i skrzydle.

- Pierdolony naiwniak. Myślałeś, że serio będę chciał się z tobą zaprzyjaźnić ? – szepnął mu do ucha. Lu poczuł jak brunet ciągnie go za skrzydło. Zaczął się wyrywać. – Jak będziesz się kręcić, to oderwą ci się. – Usłyszał jego mocny głos.

- Czego chcesz ?! – spytał drżącym głosem.

- Czego ? – prychnął – Abyś przestał grać. Chcę ci móc oszpecić tę twoją ładną buźkę.

- N… Nigdy! – Złapał go za rękę i próbował ją zdjąć z jego pleców.

- Wybieraj, albo stracisz życie, albo sławę. – zaśmiał się.

Luhan bał się jeszcze bardziej. Teraz nie miał jak uciec. Bał się utratą skrzydeł, życia… Ale z drugiej strony, jeżeli się mu podda, nie będzie musiał się już więcej bać. Jak spadnie na Ziemię, może przeżyje i pozna bliżej Sehuna. Tak, to dobry argument.

- Puszczaj! – krzyknął. W odpowiedzi otrzymał kręcenie głową.

‘Albo śmierć, albo miłość. Wybieraj Luhan, szybko, uda się!’

Odepchnął rękę chłopaka od siebie i szybko poczuł niewład w nogach. Bariera. Już jest człowiekiem. Poczuł w rękach parę swoich anielskich piór.

„Proszę, Sehun, uratuj mnie” pomyślał. Czuł jak jego ciało powoli opada. Nie miał nic przed oczyma. Nawet sekundy z istnienia. Nie bał się. Wierzył.

Przed sobą widział już budynek. Ten sam, gdzie widział słodkiego szatyna. Teraz go tam nie było.

Był już nisko, prawie przy ziemi. Czuł jak jego ciało przyśpiesza. Zaczął krzyczeć.

Zobaczył kogoś. Ciemna czupryna została przeczesana zgrabną dłonią. Ledwo zobaczył jego twarz. Po chwili Lu poczuł jak upada na coś miękkiego. Poczuł straszny ból i usłyszał krzyk innej osoby. Otworzył oczy. Leżał na nim. Na tym chłopaku. Na Sehunie.

- O mój Boże! Przepraszam! – Próbował wstać, lecz znów upadł.

- Nic… Nic się nie stało. – Delikatnie odepchnął od siebie Luhana. – A tobie nic nie jest ? W końcu spadłeś z jakiegoś wieżowca…

- Ja nie spad… Nie, nic. – powiedział pośpiesznie, po czym usiadł na kolanach i ze spuszczoną głową masował ramię.

- Na pewno nic ? – Dotknął ramienia chłopaka, w które właśnie się masował. Luhan syknął z bólu. – Coś mi się wydaje, że jednak nie. – zaśmiał się, na co Lu podniósł głowę.

- Przepraszam za zniszczenie urodzin. – mruknął i już próbował wstać, kiedy poczuł ręce na swojej talii i ciągnięcie w górę.

- Skąd to się tu wzięło ? – Sehun wyjął parę piór spomiędzy jasnych włosów niższego. – A w ogóle, skąd wiesz, że mam urodziny ? – Różowo-włosy zarumienił się. – Jesteś stalkerem ? – zaśmiał się.

- Nie! – Luhan szybko krzyknął odwracając twarz w stronę Sehuna.

- Rozumiem, że jesteś przyjacielem Laya. – Spojrzał na niego pytająco. – Coś mówił o jakimś znajomym. – Uśmiechnął się, co i Luhanowi się udzieliło. – Chodź, impreza się jeszcze nie skończyła. – Szatyn popchnął lekko chłopaka i nagle zaczęli iść ramię w ramię.

Sen ? Może wreszcie spełnią się jego marzenia.

- Tak w ogóle, jak masz na imię ? – Starszy poczuł, jak dłoń młodszego ociera jego własną.

- Luhan. – jęknął cicho. Po chwili Sehun złapał go za rękę.

- Ładnie. – szepnął. – To żebyś się nie zgubił. – Wskazał na ich splecione dłonie. - Chodź, Jelonku. – powiedział już głośniej i wzmacniając uścisk, zaprowadził go na drugie piętro wysokiego budynku.

***

- Sehun, zobacz! – krzyknął, idąc obok śmietnika.

- O co chodzi ? – Podszedł do niego. Zauważył jak jego chłopak wskazuje coś leżącego obok starego kontenera. – Co to ? – spytał, próbując dopatrzeć się, co tam leży. Brak latarń w pobliżu, wcale mu tego nie ułatwiała.

- To jest jakieś dziecko! – szepnął w odpowiedzi i szybko klęknął obok znaleziska. Odwinął ciemny kocyk i zauważył małą główkę. Para czekoladowych oczu spoglądała na niego, po czym znów mogli usłyszeć krzyk.

- Przestraszyłeś je. – Sehun zaśmiał się, po czym wziął bobasa na ręce. – No już, nie płacz. Nic ci się z nami nie stanie.

- Ale Sehun, to jest dziecko! – Luhan patrzył, jak szatyn kołysze malucha.

- No wow! – Spojrzał na niego zdziwiony. – Nigdy dziecka nie widziałeś ? – Lu spuścił głowę, po czym złapał kurtkę młodszego.

- W dzieciństwie marzyłem, że jak dorosnę, sam będę mógł się opiekować takim dzieckiem. Sehun, czy my…

-To chłopczyk. – Jasnowłosy przyjrzał się młodszemu. Dopiero teraz zauważył, że maluch śpi. Szatyn spojrzał się na niższego. – Jelonku, czy ty chcesz zostać jego matką ?

- C… Nie! – krzyknął, co spowodowało śmiech u drugiego.

- Trzeba kupić mu jakieś ubrania, łóżeczko, mleko, pieluchy. – pogłaskał głowę Luhana. – Reszta jakoś wyjdzie. O adopcje nie będzie trudno. Zobaczysz. Zostaniesz mamusią. – Zaśmiał się i zaczął iść w stronę domu. Nie zauważył, jak Luhan podnosi małą karteczkę, leżącą obok jego nóg.

„Życzę Ci udanego życia. Nie zmarnuj go. I nie gniewaj się na mnie, że nie pomogłem Ci. Tutaj jesteś szczęśliwy, niż w Niebie. Bóg.”

Uśmiechnął się i zaczął biec za Sehunem, krzycząc coś.

Może całe jego życie, to było przeznaczenie. Gra, spotkanie, wyrwanie skrzydeł – może kiedyś, uważał to za karę, teraz – szczęście, bo dzięki temu, może być z ukochanym. Bo czemu nie zaryzykować czegoś mało cennego, dla czegoś, co będzie trwać wiecznie ?

‘Dziękuje Ci, Boże. Za wszystko’.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz