Tytuł : "Życie to niespodzianka"
Bohaterowie : EXO - Luhan; Sehun, Kai; Lay, Xiumin, Chen, poboczne
Gatunek : fluff, angst,
Długość: ok.2592 słów
Ostrzeżenia : Brak
A/N : Wracam, mam nadzieję, że nie będę musiała tego nów pisać ._. Wiecie, dużo sprawdzianów, jeszcze mój kot jakoś ostatnio dziwnie się zachowuje ;_____; Ale! Jakaś tam wena do mnie przybyła, ten fic leci jak krew z nosa, a ta wena wcale mi praktycznie z tym nie pomaga xD Ale mam wymyśloną całą historię już, więc mama nadzieję, że będzie to iść już szybciej :3
Mam zamiar, może nie w tym tygodniu, ale na pewno miesiącu, dodać jakiegoś one shota. Nawet zaczęłam parę pisać xD Czekajcie więc, a będzie Wam dane :333
Przepraszam za błędy i powtórzenia, mam nadzieję, że i tak się spodoba xD (nadzieja matką gupich ><)
Enjoy! ^w^
- Tu... Luhan. Ten chłopak z baru - zacząłem się jąkać. A jak nie będzie chciał gadać, albo mnie nie pamięta.
- A tak, pamiętam. Więc chcesz się już spotkać ? - zaśmiał się.
- Chciałem się dowiedzieć... jak masz na imię. - Spuściłem głowę. Zachowywałem się jak idiota. Poczułem jak się rumienie!
- Jongin - Usłyszałem ponownie jego śmiech - To co, chcesz się kiedyś spotkać ?
- Może kiedyś - mruknąłem, uśmiechając się - Nie chcę Ci przeszkadzać.
- To może w piątek ? - Zdziwiłem się, że proponuje coś takiego. Przecież ma kogoś.
- Ale ty...
- Spotkanie bez zobowiązań. Wiesz, tak żeby się poznać. - Przerwał mi. Coś mi nie pasowało, jednak się zgodziłem. Byłem za bardzo nim zauroczony.
Gdy się rozłączył, zacząłem piszczeć.
- Co się tak drzesz ? - Mei weszła mi do pokoju, gdy akurat skakałem z radości po spaniu. Czemu się tak cieszyłem ? Dobrze wiedziałem, że to spotkanie nic nie będzie znaczyło. Przynajmniej dla niego.
- Nie twoja sprawa. - Oburzyłem się, schodząc na podłogę. Wyszła pokazując mi język.
Za bardzo się jednak cieszyłem. Ale cóż się dziwić. Na spotkanie (randkę!) zaprosił mnie przystojny chłopak. Usiadłem wzdychając. Złote kosmyki spadły mi na twarz, do oczu zaczęły zbierać się łzy, a usta nieznacznie mi drżały. Odchyliłem głowę, szczerząc się do sufitu. Może los się wreszcie do mnie uśmiechnął i zesłał mi idealnego dla mnie faceta. Lecz łzy były spowodowane smutkiem. Może i zesłał, ale jemu podarował już ideał.
Pamiętaj, zwykłe spotkanie - pomyślałem - może ma przystojnego brata albo przyjaciela, z którym mnie pozna. Zaśmiałem się idąc na powitanie rodzicielce.
~
~
- Minseok! To naprawdę jest zwykłe spotkanie! - krzyczałem mu to jedno zdanie już ósmy raz. Zaczynało mnie to denerwować.
- Jasne, jasne! Ja to widzę w twoich oczach, coś jest na rzeczy! - Przyjrzał mi się, a ja odwróciłem głowę.
- Jakby niby coś miało być. Zwykłe spotkanie, ot co! - Udałem oburzoną minę i spojrzałem na niego.
- Tak. A jak przez telefon ze mną rozmawiałeś, to mówiłeś o spotkaniu z kimś innym, hm ? - Posłałem mu pytające spojrzenie. - Byłeś tak zafascynowany, jakbyś szedł niewiadomo gdzie, z niewiadomo jakim przystojniakiem. A teraz mówisz, że to spotkanie nic nie znaczy, no to wiesz... - Uśmiechnął się delikatnie, a ja pacnąłem go w ramię.
- Nie naśmiewaj się ze mnie. - Mogłem jakoś postarać się ukryć te cholerne emocje, gdy do niego dzwoniłem. Ale nie, ja musiałem cieszyć się jak głupi i teraz na własne życzenie wysłuchiwałem takich tekstów. Na własne życzenie.
- Zamówić ci jeszcze jedną porcję ? - spytał po chwili, gdy z głośnym westchnieniem kręciłem głową, na jego podstępny uśmieszek.
- Nie, chyba zaraz będę się zbierać. - powiedziałem cicho i oparłem łokcie na stoliku. Jaki był ? A jaki miał być ? Taki jak w praktycznie każdej herbaciarni. Mały, okrągły, z jasnego drewna, a na nim leżały bialutkie, wyhaftowane serwetki.
- Na pewno ? - spytał przechylając głowę.
- A co tam u ciebie ? - westchnąłem. Nie chciałem wracać do domu, by za parę godzin gnić w pracy, ale nie chciałem też wysłuchiwać tego, że "coś jest na rzeczy" Już wolałem zmienić temat i móc zostać. Może znowu nie zacznie.
- A wiesz, tak jak codziennie! - Machnął ręką - Dziś mam się spotkać z Jongdae o siódmej. - Zaczął masować swój kark, na co się uśmiechnąłem.
- Ty mówisz o moim bezsensowym spotkaniu, - Już chciał mi przerwać - a to ty dziś idziesz na randkę! - Wskazałem na niego palcem. Uśmiechnął się delikatnie i poczerwieniał.
- Idę po jeszcze jedną porcję - Wstał i odszedł od stolika. Cieszyłem się szczęściem Minseoka. Przynajmniej tak myślałem. Byłem za bardzo przejęty tym cholernym spotkaniem, do którego miałem jeszcze 5-dni. Dużo, prawda ?
- Proszę, dla ciebie też wziąłem. - Usiadł naprzeciwko mnie z dwoma kubeczkami napoju. Pokiwałem głową z uśmiechem i zabrałem pierwszy łyk. Rozmowa nareszcie zeszła na relacje Xiu.
- Dzwonię, bo chciałem się dowiedzieć czy... - zrobiłem pauzę, tak dla lepszego efektu - czy to spotkanie nadal jest... aktualne ? - spytałem robiąc dziwną minę, jakby mógł mnie zobaczyć.
- No pewnie! Czemu by miało nie być ? - Uśmiechnąłem się - To do piątku.
- Yhym! - Pokiwałem głową i opadłem na łóżko. Był czwartek, a ja przez cały tydzień nie widziałem ani jego, ani jego chłopaka. Brakowało mi tego widoku. A jutro znów miałem się z nim zobaczyć. Emocje mną aż targały.
Podszedłem do szufladki i wyjąłem z niej bransoletę z koralików. Podarowała mi ją babcia przed śmiercią, bym dał ją ukochanej osobie. Gdy byłem mały, dałem ją mamie. Trzy lata temu zdjęła ją ze słowami, że kiedyś znajdę ukochaną dziewczynę i jej ją dam. Dalej nie wie, że będzie to chłopak.
Przekręciłem bransoletę w palcach. Błyszczała. Miałem nadzieję, że podaruje ją chłopakowi, z którym miałem się spotkać dnia następnego.
Odłożyłem ją na miejsce i pognałem do kuchni.
- Mamo, w czymś ci pomóc? - spytałem stojąc obok niej.
- Nie synku, nie trzeba. - Uśmiechnęła się delikatnie - Spotykasz się dzisiaj z kimś?
- Nie. Idę tylko na godzinę do pracy, a potem zacznę się uczyć - Pokiwała głową i wróciła do rozrabiania ciasta na rogaliki. - Na pewno ci nie pomóc? - spytałem z niepewną miną.
- Nie. Idź się szykuj do pracy - Popchnęła mnie - Jeszcze będziesz mi przeszkadzać! - Trzepnęła mnie ściereczką, na co się zaśmiałem i pognałem do łazienki. Po 20-minutach byłem gotowy. Ucałowałem mamę w policzek na pożegnanie i wyszedłem. Było dość ciepło, mimo to miałem założoną na siebie czarną bluzę i granatową czapkę. Włożyłem dłonie do kieszeni i spuściłem głowę. Z lekkim uśmiechem wyjąłem telefon i zacząłem przeglądać kontakty. Zatrzymałem się przy Jonginie. Wcisnąłem zieloną słuchawkę. Nie usłyszałem nawet sygnału, kiedy przerwałem połączenie. Bo co miałem mu powiedzieć. 'Nie mogę się doczekać. Spotkajmy się najlepiej teraz. Zerwij z chłopakiem.'? Westchnąłem i ukryłem nos w kołnierzu ciepłej bluzy. Szybko wybrałem numer Xiumina i zadzwoniłem.
- Hej Xiu, mógłbyś być zaraz w barze? - spytałem nawet nie pozwalając dojść mu do słowa. - Muszę to z siebie wyrzucić. - Miałem w nosie to, że ponownie rozmowa będzie całkowicie o mnie. Musiałem z kimś pogadać, a on był najlepszą osobą.
- Dobra. Będę za pięć minut. - Usłyszałem po czym się rozłączyłem. Schowałem dłonie do kieszeni i powoli szedłem. Do samej pracy zostało mi jeszcze pół godziny. Miałem jedynie nadzieję, że już teraz nie będzie dużej klienteli, bo czekający Xiumin, to upity Xiumin.
Po chwili dotarłem na miejsce. Przywitałem się uśmiechem i machnięciem ręki. Podszedłem bliżej chłopaka, rozpinając bluzę.
- Coś ty się tak ubrał, jakby zima była? - spytał się, zaśmiewając. Zmrużyłem groźnie oczy, na co odpowiedział machnięciem. - To o czym chciałeś pogadać?
- Chodzi o to, że... - westchnąłem pukając nerwowo w blat.
- Podoba ci się ten chłopak, nie? - spytał nagle, coś popijając.
- Co? - spytałem zdezorientowany - Tak, ale nie o tym ja...
- Spaliście razem? - wypalił, na co się zakrztusiłem.
- Co?! Nie! - krzyknąłem - Ja go nawet nie spotkałem! - Uderzyłem go w ramie, gdy zaczął się śmiać.
- Ale miałeś minę - szepnął, klepiąc mnie.
- Świnia z ciebie - mruknąłem, zabierając mu drinka, i upijając łyk.
- Chomik, nie świnia. - Odebrał trunek i prychnął. - To o czym chciałeś pogadać? - Spojrzał na mnie.
- Wiesz... Bo była gadka na temat domu i takie tam...
- Wywalili cię z domu? - przerwał mi. Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Nie!
- To o co chodzi?
- No bo... Bo chcą to zrobić. - Westchnąłem, biorąc łyk soku. - Poczułem na sobie mordercze spojrzenie. Odwróciłem się, by zobaczyć Yixinga próbującego zabić mnie wzrokiem.
- No i o to chodziło ci z tym mieszkaniem - uśmiechnął się - Spoko. Zapytam ojca czy nie ma jakiegoś domu na zbyciu. - Poklepał mnie po ramieniu.
- Dzięki - Chrząknąłem. - Tylko wiesz... Tak po zakończeniu roku - Spojrzałem niepewnie. Pokiwał głową.
- Tylko o to chodziło? - spytał pokazując zęby.
- Eh.. No bo ja nie wiem jsk sie pszjkdfć n t spdkmje - mruknąłem niewyraźnie.
- Co powiedziałeś ?! - Spuściłem głowę, czując jak zaczynam się rumienić.
- Nie wiem jak mam się przygotować na to spotkanie. - mruknąłem.
- No stary! Na serio ? – spytał zdziwiony.
- No stary! Na serio ? – spytał zdziwiony.
- A jak mnie nie
polubi ? Jak mu się nie spodobam ? – Położyłem głowę na zimnym blacie.
- Ty tam idziesz na
spotkanie a nie randkę – szturchnął mnie. Odwróciłem głowę i zauważyłem ten
jego szelmowski uśmiech. Jeżeli takim go można nazwać.
- Zamknij się –
burknąłem, znów odwracając głowę – Ale ja chcę randkę
- Pff! – Prychnął – A
więc jednak! Mówiłem, że mam rację ?
- Nie chcę wam
przeszkadzać, ale robota czeka. – Usłyszałem nad sobą, lecz nawet nie
podniosłem głowy.
- Już tak późno ? –
Usłyszałem głos Minseoka i mruknąłem.
- Ja nie chcę –
Poczułem dłoń na głowie – Ja chcę randkę.
- To się zdecyduj czy
chcesz, czy nie.
- Chcę randkę. Już
teraz. Pracy nie chcę – Podniosłem na chwilę głowę, by znów ją opuścić.
- Czy to nie ten twój
wszedł do środka ? – Usłyszałem, po czym szybko się odwróciłem. Nie zauważyłem
nikogo znajomego.
- No, rzeczywiście!
Przyszedł. – Dostrzegłem na twarzy Xiumina uśmiech.
Odwróciłem głowę w
stronę Yixinga. Z mordem w oczach wpatrywałem się w niego, gdy ten na mnie
prychał. Gdy chciałem znów się położyć i dokończyć żalenie, zauważyłem
podchodzącego do nas chłopaka.
- O, jesteś! –
krzyknął Xiu. Obok nas stał niewysoki, ciemnowłosy chłopak. Uśmiechnął się w
naszą stronę i przytulił Minseoka.
- Jestem Jongdae. –
Ukłonił się w naszą stronę, na co z Layem odpowiedzieliśmy tym samym.
- Yixing, ale wolę
Lay.
- Luhan –
powiedziałem, patrząc niepewnie.
- Usiądź tam. Ja
zaraz do ciebie dojdę. – Uśmiechnął się, wskazując na wolny stolik. Ten tylko
kiwnął głową i odszedł. – Daj jakieś dwa drinki – szepnął w stronę Laya.
- Najpierw kasa.
- Oj! Dasz tak po
znajomości, nie ? – Uśmiechnął się – Nie ? Pożyczysz ?
- A co ja, wypożyczalnia
? – spytał, nalewając alkohol do kieliszków.
- Dzięki – rzucił,
podbiegając z trunkiem do chłopaka.
- Całkiem niezły –
szepnął.
- Może być –
Wzruszyłem ramionami i chwyciłem za fartuch. Ubrałem się w niego i mozolnym
krokiem podszedłem do pierwszego stolika. Patrzyłem na uśmiech Xiu, kiedy w
oczy rzucił mi się obraz znajomego chłopaka. Podszedł do baru ze smutną miną.
- Poproszę Malibu –
rzucił niechętnie i obdarzył mnie wściekłym spojrzeniem. Ostatnim razem, gdy
widziałem tego chłopaka, był uśmiechnięty i ledwo kontaktował. Jak on miał na
imię… Sehun, tak mi się zdaje.
Szybko odwróciłem
wzrok, ponownie skupiając się na miętoszeniu ściereczki i gapieniu się na
śmiejącego bruneta.
***
Rano obudził mnie dźwięk
SMS’a
„Będę czekać o 6 pod twoją pracą”
Mimo wszechogarniającego
zmęczenia, uśmiechnąłem się i wstałem z łóżka. Po szkole, cóż, nie miałbym
czasu na szykowanie, bo kończyłem lekcje o wpół do 6. Musiałem przecież ładnie
wyglądać na notabene randce. W samej łazience spędziłem godzinę. Przed szafą minęła mi kolejna, i tak
wyszło, że prawie spóźniłem się na zajęcia.
Gdy zabrzmiał ostatni
dzwonek wybiegłem ze szkoły, nawet nie zwracając uwagi na krzyki Minseoka.
Dokładnie gdy wyszedłem poza mury szkoły, zadzwonił mój telefon.
- Słucham ? –
spytałem, nie patrząc na to kto dzwoni.
- Hej! Urządzam z
Chanem małą imprezę. Taką na początek wakacji. Może przyjechałbyś odwiedzić
starych kumpli ? – Uśmiechnąłem się
- Wiesz, bardzo
chętnie. – Minąłem zwinnie zakręt i zobaczyłem mój dom z daleka.
- To może…
- Wiesz, trochę mi
się spieszy. Może obgadamy to później. – przerwałem mu i rozłączając się,
zacząłem biec. Po chwili przyszedł mi sms „kultury
trochę! To niemiłe się tak rozłączać!”. Zaśmiałem się i szybko wbiegłem po
schodach do domu.
- Już jesteś ? Usłyszałem i szybko wszedłem do pokoju.
- Zaraz wychodzę! – krzyknąłem
patrząc na zegarek. 17:45. Nie miałem dużo czasu, mimo że do baru miałem
chwilę. Nie mogło po mnie przecież widać, że biegłem!
Chwyciłem portfel,
klucze i zbiegłem do łazienki. Poprawiłem włosy
i wszedłem do kuchni, całując mamę w policzek. Wziąłem łyk wody i
wybiegłem z domu. Przelotnie spojrzałem na zegarek. Miałem równe dziesięć minut.
Zwolniłem trochę kroku, lecz dalej idąc dość szybko, zacząłem się rozglądać.
Minąłem zielony park, gdzie rodzice, mimo jasności na niebie, przekonywali swoje
pociechy do powrotu, do domów. Minąłem też pary trzymające się za ręce, które
wyglądały, jakby nie miały zamiaru puścić. Przeszedłem też obok galerii
handlowej, skąd wracała, obładowana torami, chmara dzieciaków. Westchnąłem
głęboko. Spojrzałem przed siebie i już dostrzegłem neonowy napis „White cat”. Brzmi jak nazwa jakiegoś
schroniska, a nie baru. Westchnąłem głośno, rozejrzałem się. Jongina jeszcze
nie było. Wszedłem do środka niedużego
budynku i podszedłem do baru.
- Podać coś ?
- Nie, czekam na
kogoś. – Uśmiechnąłem się w stronę młodocianego barmana. Leniwie zerknąłem na
zegarek. Byłem za wcześnie o trzy minuty. Spojrzałem na drzwi. Właśnie się
otwierały. Rozejrzałem się po
lokalu, czy ktoś przypadkiem też na kogoś nie czeka. Zauważyłem tylko grupkę
dziewczyn uśmiechających się do mnie. Znów spojrzałem na drzwi. Stał w nich ON.
Szukał mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w jego stronę. Już przy pierwszym
kroku zwrócił swój wzrok na mnie.
- Cześć –
powiedziałem nieśmiało, gdy podszedłem. Uśmiechnął się.
- Cześć. –
Odpowiedział i dalej spoglądał mi w twarz. Patrzył się, jakby widział we mnie
coś cennego, bardzo drogiego, na co musi się napatrzeć, bo następnej okazji już
nie będzie. Zarumieniłem się odwracając wzrok.
- To gdzie idziemy ? –
spytałem cicho. W tamtej chwili miał minę, jakby został wyrwany z transu.
- Nie wymyśliłem
żadnego planu dnia i nie zamówiłem miejsca w drogiej restauracji, - zrobił
niemrawą minę, jakby popełnił jakiś błąd i chciał za niego przeprosić – więc może
wybierzemy się na lody ? – Uśmiechnął się delikatnie. W jego ustach zabrzmiało
to tak dwuznacznie. Miałem ochotę zacząć energicznie kiwać głową i skakać z
radości, lecz jednocześnie chciałem wybiec do domu, schować się pod kocem i
piszczeć z powodu moich myśli.
Cały czerwony
uśmiechnąłem się delikatnie i kiwnąłem głową na zgodę.
- To chodźmy. –
Wysunął do mnie rękę, a ja niepewnie ją złapałem.
Wtedy, gdy szliśmy
przez miasto, nawet na chwilę nie puścił mojej ręki. Nawet jak ja chciałem
puścić, ściskał ją mocniej, tylko bym się nie wyrwał. Czułem się jakbym był
najważniejszą osobą w jego życiu i jakby łączyło mnie z nim coś więcej… A może,
jakby łączyło mnie z nim cokolwiek.
W trakcie spaceru po
parku, ze znakomitymi lodami w ręce, dużo rozmawialiśmy. Dowiedziałem się, że
jest młodszy o rok, ze względu na pracę ojca chodzi do szkoły w Chinach, ma
starszą siostrę i kocha taniec. Ja o sobie powiedziałem niewiele. Jakoś nie
mogłem się przemóc. Opowieści o całym życiu do czegoś musi zobowiązywać, prawda
?
Na spacerze w parku
się skończyło. Pożegnałem się z nim po dwudziestej pierwszej, lecz jak sam
powiedział „Chciałbym jeszcze zostać,
lecz chłopak mnie wzywa”. Wtedy we mnie coś pękło i stwierdzam nadal, że
zniszczył tym cały nastrój.
Następnego dnia
obudził mnie dźwięk sms'a. Chyba muszę się
do tego przyzwyczaić, westchnąłem. Leniwie wstałem ze spania i doczołgałem
się do spodni, leżących w drugim końcu pokoju.
„Nie zapomnij o
dzisiejszym spotkaniu”. Tak, jestem z nim umówiony na kolejne spotkanie.
Westchnąłem z uśmiechem, i zabierając ze sobą zestaw przypadkowych ubrań z
szafy i telefon, udałem się do łazienki. Mozolnie, co chwila ziewając, zdjąłem
z siebie ubrania i wszedłem pod prysznic. Odkręciłem ciepłą wodę i napawałem
się chwilą.
Zakręcając wodę,
chwyciłem za ręcznik. Wycierałem włosy, kiedy zauważyłem na telefonie
nieodebraną wiadomość. Wytarłem ręce i odblokowałem ekran. Przeczytałem sms'a i
z oczami, które chciały wypaść mi z orbit, szybko wytarłem się cały, ubrałem
się i nie zwracając uwagi na wygląd, wybiegłem z domu.
„Przyjedź do mnie jak najszybciej. Nie wiem co się stało. Szybko!”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz