Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tao. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

Zoo~

Tytuł: Ja jestem tu tylko dla pand!
Bohaterowie: TaoRis
Gatunek: fluff, 
Długość: ok. 1347
Ostrzeżenia: Raczej brak....Chyba...
A/N: Oke... Pisząc to co chwila się śmiałam, bo jak nie jakieś skojarzenie mi przyszło do głowy, to jak poprawiałam, to podkreślało mi 'lody', jako wulgaryzm XD Ale ten word jest zboczony ouo Jak to ja~ SPÓŹNIONY PREZENT NA URODZINY! XD JA SERIO PRZEPRASZAM ZA TO XD
Muszę się odzwyczaić od wstawiania takich dennych prezentów D: ale nic innego mi do głowy nie przychodzi, więc~ Musicie to przemęczyć! xD A to zdjęcie psa Tao xd --> ^u^ <--
Enjoy!~

Gorąco. Było południe w cholerne lato. Szedłem przez miasto i przeklinałem humorzastą pogodę.
- Czemu ciągle klniesz? – Blondwłosy chłopak, dokładniej mój przyjaciel imieniem Sehun, odezwał się.
- Nie robiłbym tego, gdybym dwie godziny temu nie trząsł się z zimna, a teraz się roztapiał! – krzyknąłem mu w twarz, na co mój własny, osobisty pies – Panda, szczeknął.
- To zdejmij tę bluzę. – powiedział ze spokojem. Zawsze to u niego podziwiałem. Umie wkurwiać ludzi nie okazując przy tym żadnych emocji – cenna zdolność!
- Wiesz, gdybym mógł, to bym już to dawno zrobił! – warknąłem mu w twarz i zatrzymałem się przy wielkiej bramie.
- To jaki masz z nią problem? – Westchnął, zatrzymując się przy mnie. Rozejrzałem się dookoła.
- No, bo nie mam nic pod spodem. – szepnąłem, patrząc jak jego wyraz twarzy się nie zmienia.
- Idiota – burknął i ruszył do wejścia. Pobiegłem za nim, chwytając pod pachę psa.
- Pójdziemy na lody? – spytałem przyciągając i odbierając od niego kolorowy bilet. Spojrzał na mnie zdziwiony. – Ja stawiam. – Uśmiechnąłem się, stawiając Pandę na ziemi. Chłopak odwzajemnił gest
i pokiwał głową. Nie musi tracić kasy na siebie, to od razu się cieszy. Materialista.
- To gdzie najpierw idziemy? – spytałem ponownie, oglądając się za psem, i powoli idąc za Sehunem.
- Lody! – odpowiedział zadowolony i pobiegł do kafejki. Nie, nie zrozumiem go nigdy.
- Chodź, Pandziu. Może będzie tam coś dla ciebie. – Uśmiechnąłem się szeroko do zwierzęcia i podszedłem do wejścia do kawiarni. – Zakaz wprowadzania zwierząt, no super. – mruknąłem i ze smutkiem w oczach odwróciłem się do psiaka. Ten usiadł przy oknie i zamerdał ogonem. Wszedłem do budynku i stanąłem przy Sehunie, zamawiającym coś przy kasie.
- A ty, Tao, co chcesz? – spytał, odwracając się do mnie z szerokim uśmiechem.
- Lody waniliowo-czekoladowe. – powiedziałem zdziwiony. Z tego co wiem, to zawsze pamiętał co lubię.
- Proszę wybrać jakiś stolik. Zaraz przyjdę do państwa z zamówieniem. – Spojrzałem na młodego chłopaka, – nie wyglądał na więcej niż piętnaście lat! – który uśmiechał się do nas uroczo. Pokiwałem głową i już chciałem wyjść, kiedy coś rzuciło się mi w oczy.
- Co to jest? – spytałem, pokazując na klosz, na półce. Chłopak odwrócił się.
- To jest nasza nowość. Niskosłodzone ciastka waniliowe, w kształcie rożków z lodami. – Podał mi wypieki, na co uśmiechnąłem się. Pachniały pięknie.
- Poproszę kilka! – Wyszczerzyłem się, patrząc jak ekspedient wkłada do małego opakowania coraz więcej ciastek. – Już, tyle wystarczy. – powiedziałem, na co chłopak przerwał pakowanie. Nie byłem dokładnie pewny, ile znajdowało się już tam ciastek. Może dziesięć, dwadzieścia? Szybko zabrałem pudełeczko
i wybiegłem na zewnątrz. Nie niech płaci!
Ledwo, co wyszedłem za drzwi, mój pies rzucił się na mnie. Poczęstowałem go paroma ciastkami i usiadłem przy jednym ze stolików. Za chwilę dołączył do mnie Sehun.
- Wiesz, że to nieładnie tak wybiegać ze sklepu? – spytał, wzdychając.
- Co mnie to. – Wytknąłem mu język. – Pandzia jest ważniejszy od płacenia w sklepie! – zaśmiałem się, jak pokręcił oczami. Za chwilę chłopak, który stał za ladą, przyszedł do nas z dużym kubkiem bubble tea
i moimi lodami. Uśmiechnął się szeroko do mojego przyjaciela i odszedł. Powoli zajadłem się swoimi lodami, co jakiś czas dając Pandzi po ciastku. Zapłaciłem, kupując sobie jeszcze po bubble tea na drogę.
- To gdzie najpierw idziemy? – spytałem, gdy wyszliśmy z alejki ze sklepami.
- Może żyrafy? – Spojrzał na mnie. Wzruszyłem ramionami i ruszyliśmy przed siebie.
Zabawa była przednia. Robiliśmy sobie zdjęcia przy każdym z pojedynczych zwierząt, często się śmialiśmy, jak na Sehuna – za często, ale nie zwracałem zbytnio na to uwagi. Naprawdę podobało mi się. Zawsze lubiłem tu przychodzić, ze względu na aleję z pandami.
- Sehun! Patrz, jaka ta jest słodka! O! Albo taaa! – Rozczulałem się. Pandzia od razu zaczęła szczekać – pewnie była zazdrosna. Ściskałem mocno kubeczek z napojem i biegałem przy ogrodzeniu. Jeszcze trochę
i chyba bym przez nie przeskoczył! – Oooo! Patrz co ona robi! Urocze!~ - krzyknąłem, upadając na ziemię. Za dużo pand. Dwadzieścia pand w zasięgu mojego wzroku to jednak dla mnie za dużo.
- Uspokój się. To tylko pandy. Sama kupa sierści i tłuszczu – prychnął, na co zgromiłem do wzrokiem. Nikt mi nie będzie pand obrażać!
- Coś ty powiedział? – warknąłem, wstając na równe nogi.
- To co słyszałeś.
- Sam jesteś kupa sierści i tłuszczu! – krzyknąłem, rzucając w niego pustym opakowaniem po ciastkach. Miałem je wyrzucić, ale do czegoś się jednak przydało.
Zawołałem Pandzię i ruszyłem przed siebie. Nim spostrzegłem, leżałem na ziemi z mokrą bluzą. Jezu, nareszcie zrobiło się przyjemnie zimno! Spojrzałem do góry i zauważyłem prawdziwego Boga, pochylającego się nade mną. Coś mówił do mnie, ale ja już nawet nie kontaktowałem. Chyba nawet zemdlałem. Później poczułem lizanie po policzku. Jezu, jak ja bym chciał, żeby to był on! Otworzyłem delikatnie oczy i znajdowałem się zupełnie w innym miejscu. Śniłem? Może mnie w ogólnie nie było w zoo. Mój wzrok powędrował na Pandzię. Nie, jednak byłem w zoo. I dalej w nim jestem. Rozejrzałem
się dookoła. Leżałem na ławce, znajdującej się naprzeciwko klatki z jaszczurkami.
- Już się obudziłeś? Nic cię nie boli? – Usłyszałem, a mój wzrok zatrzymał się na wysokim blondynie, który stał obok. To… to był przecież mój Bóg!
- Nie… Raczej nie. – powiedziałem niepewnie. Jedyne co mi teraz doskwierało, to dziwny zapach z mojej bluzy i delikatna wilgoć na brzuchu.
- To dobrze. Przestraszyłem się, kiedy nagle zemdlałeś. – Pokręcił głową. – Cieszę się, ze nic ci nie jest. – Uśmiechnął się. Czy ktoś mi może powiedzieć, jak się oddycha?! – Mam na imię Kris. – Podał mi rękę. Co ja mam teraz zrobić, co?!
- T… Tao. – Przysunąłem dłoń bliżej niego i poczułem delikatny uścisk na niej. Odwzajemniłem go. – Jak się tu znalazłem?
- Przyprowadziłem cię tu. Nie było nikogo przy tobie, kiedy zemdlałeś, tylko ten pies. Twój, prawda? – Pokiwałem głową. – Śliczny. Pewnie kochasz pandy, prawda? – Znów pokiwałem głową. – A jak się wabi? – Zacząłem kiwać głową, kiedy się opamiętałem. Gdzie jest mój język?!
- P… Pandzia. – szepnąłem, spuszczając głowę. Uśmiechnął się i pogłaskał psa. Nawet nie miałem czasu, żeby się oburzyć. Tylko ja mogłem to robić.
- Więc Tao, przepraszam za to, że wpadłem na ciebie. Może uda mi się jakoś to zrekompensować? – Co?...
- M.. Mógłbyś powtórzyć? – spytałem, jak idiota.
- Zrekompensować. Masz mokrą bluzę. Nie chciałem ci jej zdejmować, bo twoje pandzie spodnie chyba nie pasowałyby do reszty. Zresztą, ładny komplet. – zaśmiał się. – To mogę ci to jakoś zrekompensować?
- Nie, nie musisz. – powiedziałem. – I dziękuję. Długo go szukałem. – Wstałem z ławki i wołając psa, ruszyłem w stronę wyjścia z zoo.
- Gdybyś jednak się zdecydował, to ja pracuję tu, jako opiekun jaszczurek! Więc wpadnij czasem! – krzyknął jeszcze, zanim ja zniknąłem za zakrętem i zacząłem walić głową w murek. Jaki ze mnie idiota!
Kiedy załamany wracałem do wyjścia, natknąłem się jeszcze na Sehuna. Szedł przy klatce z królikami, z tym chłopakiem z kawiarni. Dziwne, bo uśmiechał się szerzej, niż przy mnie. Jestem na nie!
***
Mimo prób zapomnienia o tym chłopaku – Krisie, nie mogłem tego zrobić. Tego samego dnia, w którym go spotkałem, kiedy już wróciłem do domu, miałem zamiar wrócić się do tego zoo i zaprosić go na jakieś ciastko. Ale oczywiście duma mi tego nie pozwalała. Przez całe lato ciągnąłem ze sobą Pandzię do tego nieszczęsnego zoo i zamiast zatrzymywać się na całą godzinę przy alejce z pandami, ja szedłem trochę dalej
i zatrzymywałem się przy skręcie do alei z gadami. Przez całą godzinę wpatrywałem się w tego głupiego – zabójczo przystojnego – chłopaka i dopiero, gdy Pandzia postanawiał mnie wydać, szczekając na cały głos
i biegnąc w jego stronę, szliśmy do domu. Czułem się, jakbym miał coś z głową. Jakby on wyprał mi mózg
i zamiast uroczych pand, wstawił tam siebie. To było problematyczne.
- Co ty tu robisz, co? – spytał, gdy w pewny dzień oglądałem go z daleka.
- Co? – spytałem, patrząc na niego zahipnotyzowany. Gdy odchrząknął, opamiętałem się. – Przyszedłem pozwiedzać. Co, nie mogę? – mruknąłem, omijając go.
- Zwiedzałeś jaszczurki z daleka? – prychnął, idąc za mną.
- A co, nie wolno mi?! – warknąłem na niego. Zaczynał mnie już irytować.
- A może chciałeś pozwiedzać mnie? – zaśmiał się. Odwróciłem się w jego stronę, z przerażeniem w oczach. Rozgryzł mnie?

- Nie, coś ty! Ja tu jestem tylko dla pand! – prychnąłem i odszedłem z podniesioną głową.

czwartek, 22 sierpnia 2013

TaoLator! :D

Tytuł: brak 
Bohaterowie : Wentylator, Tao (TaoLator); Kris, Lay; Chen;
Gatunek : a ja wiem o__o
Długość : ok. 1091 słów
Ostrzeżenia : Em... Łysy Tao i śmierć jednego z bohaterów xD
A/N Miało wyjść zupełnie inne i skupiać się na czymś innym, wyszło coś innego .__. Przepraszam za powtórzenia, błędy i przecinki, ale pisałam to późno (dokładnie przed chwilą) i jestem chora XD Super argument, nie ? xd Mam nadzieję, że się choć trochę spodoba xD Enjoy!
 
- Ktoś mi może powiedzieć, co on robi ? - Kris podszedł do drzwi najmłodszego.
- On tak od rana. Siedzi przy tym wiatraku i układa włosy. - westchnął Lay, podchodząc do starszego. Położył mu rękę na ramieniu. - Chodź, zostawmy go we własnym świecie. On już chyba nie funkcjonuje normalnie.
- Chyba masz racje. - Zamknął drzwi do pokoju Tao i ruszył za Yixingiem.
Każdy z członków Exo wiedział, że Tao jest osobą z rodzaju takich, co kochają samego siebie. To akurat wiedzieli. Nie wiedzieli jednak, że posunęło się to aż tak daleko!
- Wentylatorku, powiedz mi, czemu jest tak gorąco ? - spytał białego urządzenia, które jedynie kręciło swoją głowicą na boki. - Rozumiem, nie wiesz. - uśmiechnął się lubieżnie.
Dusza wentylatora jednak mu odpowiadała, - "To otwórz okna, debilu!" - lecz Tao tego nie usłyszał, dalej pozostając w ciemnym, jak d*pa murzyna, pokoju. Okien oczywiście też nie otworzył. Wyłączył urządzenie, rozbierając je wzrokiem. - A ja jednak wiem czemu tak gorąco. - Położył dłoń na obudowie. - Ja wiem, że ty też mnie pragniesz. - Polizał kratkę oddzielającą jego, od ostrzy. - Jesteś taki dobry, słodki. - Przejechał po niej palcami, czując jak się do niej przykleja. - Nawet się spociłeś. - Zapomniał jednak, lub może i pamiętał, że niedawno wylał na niego miód. 
Wentylator nie wytrzymał presji i włączył się, odpychając lekko chłopaka.
- Stawiasz się ? Lubię takie! - oblizał usta po czym zaczął obdarowywać przyciski pocałunkami. Można nazwać to molestowaniem, jednak kto by się tam słuchał jakiegoś wentylatora! Jednak dla Tao był on czymś ważnym! Ochładzał go, gdy ten się za bardzo podniecał swoim wyglądem przed lustrem. Pozwalał się dopieszczać. Nigdy by nie pozwolił go skrzywdzić, lecz jednak go nie kochał. On kochał jedynie swoje włosy, jak i to boskie odbicie w lustrze.
- Jesteś taki piękny - usłyszał szept w swojej głowie.
- Tak, wiem wiatraczku. Wiem to. Ty też jesteś niczego sobie. - Uśmiechnął się rozpinając koszulę swojej piżamki w pandzie.
- Ale zawsze mówiłeś, że nie jesteś przystojny! - kolejny szept w głowie.
- To tylko dlatego, żeby mi ciągle mówili, że jestem strasznie przystojny. Przecież to dla mnie te wszystkie fanki przychodzą na koncerty, nie dla nich. - odrzucił koszulę i przylgnął brzuchem do kratki.
- Ach, tak! Wentylatorku, dobrze! Tak, mocniej! - krzyczał i sapał, a wentylator jedynie westchnął, przyśpieszając obroty.
 Minęło parę godzin kiedy Tao, dalej siedząc we własnej piżamce zaczął myśleć. Tak, zaczął myśleć.
- Chyba wiem czemu nie mogę ułożyć swoich włosów! To na pewno przez to, że są za bardzo zajebiste! - pokiwał z uśmiechem głową i puścił pukiel swoich kłaków. Czupryna delikatnie opadła mu na twarz, przez to zupełnie nic nie widział. Wentylator, ze względu na straszną lubość do Tao, sam się przełączył na tryb wciągania. Włosy chłopaka szybko wsunęły się między ostrza i nagle ich nie było! Okazało się, że Tao nosił perukę! Czemu ?! Może wstydził się swoich prawdziwych, których i tak nie miał... Może codziennie golił sobie głowę... Zamiast pach, golił czubek łepetyny. Taki fetysz...
ZiTao pełen strachu, że przecież nie może tak wyjść na miasto po nowe włosie, zebrał leżące na biurku skrawki peruki, w jedno miejsce. Wyjął z szuflady kropelkę i obsmarował nią głowę. Złapał za perukę, a raczej to, co po niej zostało i nałożył to na głowę. A jak to w reklamie pokazali, co kropelka sklei, to nic nie odklei, nie ? Próbował zmienić układ włosia, lecz dalej pozostawał z kupce, na samym czubku. 
- Gege! - zawołał wybiegając z pokoju - Kris gege! - pobiegł z płaczem do starszego.
- Nie kupię ci nowego BOSZE! - krzyknął.
- Tak, wiem. Jestem zajefajny. - Uśmiechnął się wymownie i zrobił seksowną pozę. - Ale gege, to nie o to chodzi! Nie umiem ułożyć włosów!
- Ja tu żadnych nie widzę... - odpowiedział szczerze. Okazało się jednak, że przy sprincie Tao, wypadły mu wszystkie włosy. Jednak ta kropelka nie zadziałała...
- Ale... - popatrzył się załzawionymi oczami na lidera.
- Ja nie wiem coś ty robił z tym wiatrakiem, ale na dobre Ci to nie wyszło. I w ogóle co to za kratka na brzuchu ? - pokazał na niego ręką.
- T.. To wentylator, nie wiatrak! Sam jesteś wiatrak! - rzucił w niego spodniami. Tao nie nosił bielizny. Nie, nie nosił. Stał sobie teraz goły nawet się tym nie przejmując. Kris też najwyraźniej się tym nie przejął.
- Więc co robiłeś z nim i co to za krata ? - spytał patrząc na jego twarz.
- Ja... To jest tylko i wyłącznie moja i wentylatorka sprawa! - oburzył się zakładając ręce na siebie. - A krata... S.. Sama tak wyszła.- burknął podchodząc do chłopaka.
- I co ja mam ci poradzić na to bezwłosie ?
- Daj mi swoje! - Kris na to tylko uciekł do swojego pokoju i nie wychodził z niego do końca dnia.
Tak, tam każdy ma fetysz na temat włosów. Każdy.
Tao nagi spał sobie w nocy nawet nie odzywając się do wentylatora, który nawet nie zamierzał z nim gadać. Gdy obudził go pisk Krisa, szybko zerwał się ze spania i uciekł do łazienki. Zobaczył się w lustrze. Tak. O wiele lepiej było mu w czarnych, ale blond do niego też pasowały.
- ZiTao! Masz mi oddać moje włosy! - Krzyknął Kris zza łazienki.
- Nie! To są teraz moje włosy! - odkrzyknął i wyobrażając sobie wentylatorka z nim pod prysznicem, umył się.
- Wiesz co, nie chcę, żeby to tak się skończyło, ale to chyba koniec. - powiedział Tao pokazując wentylatorowi swoje włosy. - To będzie teraz moje życie i chciałbym je spędzić z tobą, lecz chyba się nie da. Wszyscy chcą się ciebie pozbyć. Chciałbym cię obronić, ale po tym co mi zrobiłeś, nie chcę Cię znać. - westchnął.
- Dobra, zabieram go. - Chen wszedł do pokoju i zabrał wentylator.
- Nieeeeee!!! - krzyknął Tao biegnąc za nim. - Daj mi się chociaż z nim pożegnać!
- Tia, żegnaj się. - przystawił mu go do twarzy, a ten zaczął lizać mu kratę. - Dobra, jednak nie. - Z oczami większymi niż te D.O, wybiegł z domu rzucając jak najdalej wentylator.
- Żegnaj kochanie. - szepnął patrząc się na dół.
*
- Dzień dobry wszystkim! Jestem wasz zajebisty, pandzi Tao! - krzyknął, na co usłyszał ciszę. - Tak, wiem, jestem zajebisty! - A każdy patrzył się na jego głowę, na której była czapeczka z wiatraczkiem. Ta sama, w którą parę dni wcześniej wymiotował Lay, gdy zobaczył Tao obściskującego się z wentylatorem.
"Nigdy Cię nie zapomnę, wentylatorku! Bo to ty pozbyłeś mnie włosów! Twój Tao!"